Styczeń 2004
Cudowną niespodziankę otrzymałem w pierwszych
dniach nowego roku. Dwunożni zostawili mnie w
spokoju a na wystawę do Ostravy zabrali Queen
i Horusa.
Hrabia został oczywiście dokładnie uprany,
ponieważ jego białe futro było naprawdę
szarożółte. Kwik dochodzący z łazienki
świadczył o mękach jakie przechodził
ulubieniec dwunożnej. Dobrze, że mnie ominęła
wątpliwa przyjemność bycia pupilem. Oueene po
raz kolejny oszczędzono moczenia.
Wprawdzie nie należy sugerować się tym jednym
zdarzeniem lecz mam nadzieję że jest ono
zapowiedzią końca moich upokorzeń na
wystawach. Oby!
Luty
2004
To
wszystko jest doprawdy bardzo dziwne. Dwunożna
zachowuje się zupełnie niezrozumiale. Otóż
nasza Queene stała się, jak sądzę, dojrzałą
wspaniałą istotą. I co? I nic z tego nie
wynika. Gdy tylko zorientowałem się, że mała
nie jest już mała, dwunożna natychmiast
zamknęła ją z dala ode mnie! Nie wiem co za
zwyczaje zaczynają panować w tym domu ale
zupełnie mi się to nie podoba. Ponętna
Queen pilnowana była bardzo dokładnie a mnie
nie spuszczali z oczu w obawie, że przejdę ,
jak sądzę, przez dziurkę od klucza. Chodziłem,
śpiewałem, wołałem lecz wszystko na próżno,
powabna koteczka była nie do zdobycia.
To
jakaś paranoja, na domiar złego obecność
Horusa tak mnie irytowała, że polowałem na
niego z wielką przyjemnością czym
doprowadzałem dwunożną do pasji. Hrabia
oczywiście zupełnie nie orientował się w
sytuacji i nie stanowił żadnego zagrożenia,
nie mniej jednak konsekwentnie przypominałem
mu gdzie jest jego miejsce...
Jestem
bardzo ciekaw czy dwunożna zamierza długo
jeszcze izolować Queene. To nic zabawnego gdy
piękne zapachy wirują wokół a ja mogę
użyć jedynie wyobraźni.
Luty
2004 c.d.
Dwunożna
jest nieobliczalna, wpadła w jakiś koszmarny
nałóg sprowadzania kotów!
Właściwie
nie powinienem się dziwić. W ubiegłym roku
mniej więcej o tej porze dwunożna przywiozła
do domu hrabiego. Niedługo po nim zjawiła się
szalona królowa i do dziś był względny
spokój. Jak wiadomo nic nie trwa wiecznie a
spokój w szczególności. Nadszedł więc TEN
dzień. Szczerze mówiąc myślałem że dwunożna
jest mądrzejsza ale jak zwykle zawiodła moje
oczekiwania. Ostatnio często wyjeżdżała na
kilka dni i wracała bardzo pobudzona. Któż
mógłby przypuszczać, że chodzi o następnego
chłopaka. Pewnej lutowej niedzieli,
wieczorem, wróciła do domu w towarzystwie małego,
rudego, rozwrzeszczanego Merlina. Lorda
Merlina. Jak zwykle procedura została powtórzona
i „lordziak” zamieszkał w osobnym
pokoju. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby
nie była to sypialnia dwunożnych. Ten pokój
nie był jeszcze azylem dla żadnego kota...
Mały zdecydowanie wzgardził zaszczytem
przebywania z dwunożnymi i już następnego
dnia dał nogę. Ma charakterek jak Queene.
Nie uciekł daleko ponieważ w progu natknął
się na potwora, nie, nie na mnie... Draka
spokojnie leżała pod drzwiami kiedy wypadł
na nią z pokoju oszołomiony wolnością
Merlin. Cudownie jest obserwować smarkacza,
który w akcie desperacji próbuje wystraszyć
drzemiącego psa. Draka zerwała się na równe
nogi wprowadzając lordziaka w stan
absolutnego przerażenia. To było
widowisko...
Najbardziej
zaskoczyli mnie Queenka i Horus. Ta pierwsza
okazywała małemu nienawiść płynącą z głębi
serca. Choć teraz reaguje zdecydowanie
spokojniej to nadal nie jada posiłków z
Merlinem. Hrabia zaś odczuł na własnej skórze
co znaczy nowy kocur w domu. Przez pierwsze
dwa dni był prawdziwie nieszczęśliwy
ponieważ dwunożna zajmowała się wyłącznie
maluchem. To było przyczyną niechęci
okazywanej na każdym kroku rudzielcowi.
Bardzo jestem ciekaw jak rozwinie się
sytuacja w najbliższych dniach.
Kwiecień
2004
Queen
oszalała!!! To było do przewidzenia,
ale zacznę od początku.
Przed
samymi Świętami Wielkanocnymi dwunożni
wyjechali zabierając Queene. Wrócili
po trzech dniach obładowani niemiłosiernie
a wraz z nimi rozentuzjazmowana, rozradowana i
pobudzona Queen. To co opowiada ta dziewczyna
świadczy o tym, że zwariowała. Otóż
twierdzi, że była na wystawie ale zanim tam
dotarła jechała całą noc z obcymi
dwunożnymi i obcymi kotami. Byłem na wielu kocich spędach i
nigdy podróż nie trwała tak długo. To
jednak nie wszystko, opowiada bowiem, że spała
na wodzie wśród kaczek, że oglądała je z
bliska siedząc w oknie, że domkiem pięknie
bujało... Przecież to nie może być
prawda. Jestem zły na dwunożnych, że
doprowadzili ją do takiego stanu. Nawet
najbardziej wytrzymały kot musi kiedyś
zwariować jeśli naraża się go na taki
stres. Teraz biedna Queene opowiada te brednie
Horusowi. To nie do wiary ale on jej słucha
z wielkim zainteresowaniem i chyba jej wierzy.
Maj
2004
To
jakiś koszmar. Dwunożna napędziła mi niezłego
strachu kiedy zapakowała mnie do wanny i zaczęła
zlewać wodą. Byłem pewien, że jadę na
kolejną wystawę. Na szczęście nie taki był
zamysł dwunożnej. Ta ograniczona istota wymyśliła
sobie, że jestem brudny. Ja, brudny!!! To
wprost niebywałe jednakże kąpiel stała się
faktem. Jak zwykle zaciekle walczyłem o swoją
godność lecz w starciu z dwunożnym nie miałem
większych szans. Zostawiłem oczywiście
kilka śladów na skórze moich oprawców, nie
były jednak tak głębokie jakbym sobie tego
życzył. Powtarzając za dwunożnym: przed kąpielą
zostałem rozbrojony... Na szczęście na koci
spęd pojechała Queene i mały Merlin. Co do
Rudego, byłem bardzo ciekaw jak przeżyje
wystawę. Jeśli wierzyć Queene, to małe
zadziorne stworzenie całkiem nieźle zniosło
podróż, w klatce czuł się zupełnie
dobrze, przespał większą część pokazu.
Nie licząc koncertu jaki urządził w drodze,
zachowywał się nieźle.
Wracając
do prania futra... Okazało się, że dwunożna
nie oszczędziła także hrabiego. To dopiero
było dziwne, ponieważ ten szczęściarz był
prany zaledwie kilka razy. W wypadku Horusa
brudne futro było niezaprzeczalnym faktem. Po
badaniach jakie przeszedł wrócił do domu z
obrzydliwie sklejonym włosem. Wyglądał tak
niechlujnie, że sam patrzyłem na niego z
obrzydzeniem. Jeszcze kilka kąpieli i z pewnością
ten wiecznie gruchający hrabia nauczy się
miauczeć jak prawdziwy kocur. Na razie dźwięki,
które wydaje są żałosne... Nawet gdy go
gonię, w swoich reakcjach bardziej przypomina
warczącego psa niż porządnego kota.
Strasznie się wścieka gdy jestem w pobliżu
i mimo, że tylko na niego spoglądam, dostaje
szału. On się mnie najwyraźniej obawia. To
się świetnie składa...
Czerwiec
2004
1
czerwca był prawdziwym Dniem Dziecka!
Od kilku dni Queene zachowywała się inaczej
niż zwykle, była bardzo pobudzona, głośna
i natrętna. Oczywiście ze zrozumiałych
przyczyn dwunożna natychmiast odizolowała
mnie od niej. Zamknięty w innej części
mieszkania z rosnącą złością nasłuchiwałem
co się będzie działo. Ku swojej rozpaczy
stwierdziłem, że moja mała królewna jest
przeznaczona Horusowi. Nie mogąc się
wydostać byłem coraz bardziej wściekły, głośno
dawałem wyraz swojemu niezadowoleniu ale na
dwunożnej nie robiło to żadnego wrażenia.
W końcu zrezygnowałem...
Jakież
było moje zdumienie gdy w progu zobaczyłem
Queenkę a za nią zdruzgotaną dwunożną.
Jak sądzę, hrabia nie poradził sobie z
wyznaczonym mu zadaniem i ja miałem wystąpić
w roli strażaka. Byłem urażony. Ja miałbym
przyjmować jałmużnę? Niesłychane! Oczywiście,
obrażony nie na żarty, zupełnie nie
interesowałem się Queene. Dwunożna była załamana,
Queene dawała na podłodze popis poddaństwa,
żądzy i szalejącej chuci a ja,
nieprzejednany patrzyłem na obie z obojętnością.
Nerwy mam wprawdzie mocne, ale widząc miotającą
się królową, zrezygnowałem z ostentacyjnej
oziębłości. Nie czekając dłużej, z
ogromną przyjemnością przystąpiłem do
działania. No cóż, to było zupełnie nowe
doświadczenie....Queene spokojna, cicha, uległa
i łagodna nie przypominała żadnej z
poprzednich dam. To był doprawdy piękny Dzień
Dziecka.
Lipiec
2004
Na
początku nie byłem pewien czy w swoich
poczynaniach byłem skuteczny. Wskazywały na
to pewne oznaki, ponieważ Queene bardzo się
wyciszyła, uspokoiła i spoważniała, zaczęła
irytować ją obecność Horusa i Merlina.
Teraz jestem pewien, że będę ojcem. Queene
jest gruba, ospała, mało aktywna, pochłania
ogromne ilości jedzenia. Nawet ja nie byłbym
w stanie tyle zjeść. Dwunożna cierpliwie,
na każde żądanie nakłada na talerzyk
kolejną porcję. Queene zajada pilnując by
wiecznie głodny Merlin nie poczęstował się
choćby odrobiną. Nigdy jej takiej nie widziałem.
Nigdy też nie było mi dane oglądać
poprzednich żon w zaawansowanej ciąży.
Lipiec 2004
c.d.
Queene
się wścieka. Merlin i Horus upodobali sobie
zabawę z ciężarną kotką. Rudy znienacka
wskakuje przyszłej matce na plecy gryząc ją
przy tym w kark. Jest oczywiście
bezgranicznie zdziwiony, że Queenka wpada w
szał i sycząc głośno, okłada go łapami.
Horus
jest bardziej subtelny, zaczyna zabawę jak
dotychczas, w swoim asekuranckim stylu. Gdy
jednak Queen nie przejawia chęci do wspólnych
igraszek, hrabia zirytowany zaczyna atakować.
Próbuje uderzyć łapą co zawsze kończy się
jednakowo... Queene odchodzi zdegustowana i
obrażona.
Sierpień
2004
Zbliża
się termin przyjścia na świat moich dzieci.
Atmosfera się zagęszcza, czekają wszyscy,
zwłaszcza dwunożna, która nerwowo obserwuje
Queene. Najbardziej zainteresowana, to znaczy
moja żona, jest absolutnie spokojna i z
uporem godnym wyższej sprawy szuka sobie
miejsca. Weszła już chyba w każdą dziurę
w domu, parę razy nie wiedziała jak wybrnąć
z opresji, ponieważ jej gruby brzuch uniemożliwiał
obrót. Dwunożna chodzi i upycha różne
rzeczy we wszystkich ciasnych zakamarkach, które
odwiedza przyszła mama.
Sierpień 2004
c.d.
Oczekiwanie
jest bardzo męczące. Rozhisteryzowana dwunożna
sprowadziła posiłki. Z Krakowa
przyjechała inna dwunożna istota, która służy
u siostry naszej królewny, Queen of the Night.
Edyta , bo tak ma na imię to stworzenie, jest
spokojna, zrównoważona, cierpliwa i
opanowana. Na szczęście dla nas wszystkich.
Będzie odbierać poród, z czego bardzo się
cieszę, ponieważ pozostawienie Queene w rękach
naszej histeryczki to bardzo nierozważny
krok.
7
sierpnia 2004
Rano
dwunożna wstała lewą nogą. 67 dzień ciąży,
a tym samym 67 dzień oczekiwania, był
szczytowym osiągnięciem w okazywaniu
cierpliwości. Krążąc jak chmura gradowa
denerwowała wszystkich obecnych. Gdyby nie
opanowanie Edyty, moja ukochana żona z pewnością
wylądowałaby na stole chirurgicznym, oczekując
cesarskiego cięcia i zaliczając po drodze
badanie USG. Na szczęście nie doszło do
tego dzięki , jak już wspomniałem, wewnętrznej
równowadze Edyty.
Poród
był długi, zaczął się przed południem.
Około16.40 przyszedł na świat mój pierwszy
syn, czarny jak heban. Po nim, o 17.00 i
17.40, pojawili się następni dwaj chłopcy,
rudzi jak jesienne liście.
Dzieci
podobno są śliczne. Niestety nie widziałem
żadnego, ponieważ dzika dwunożna myśli, że
zagryzłbym któregoś z nich. Ciemna istota.
No cóż każdy mierzy swoja miarą...
Mam
tylko nadzieję, że ona nie wyrządzi im
krzywdy i będzie się nimi dobrze opiekować.
Bardzo chciałbym, żeby byli zdrowi, silni i
piękni...Jak zwykle w takich chwilach
wzruszenie chwyta za gardło...
Sierpień
2004
Dwunożna
jest bez serca i bez wyobraźni. Moje dzieci ,
zamknięte z matką w pokoju są dla mnie ciągle
nieosiągalne. Dwunożna pilnuje ich jak
skarbu, nie pozwala nikomu zaglądać, ani
innym dwunożnym ani czworonożnym. Waży,
mierzy, obserwuje, prawie nigdzie nie
wychodzi, czasami mam wrażenie, że to ona
jest ich ojcem a nie ja! Ta istota zbzikowała
na punkcie moich dzieci do reszty. Tylko z
rozmów z innymi dwunożnymi mogę się czegoś
dowiedzieć, jest to bowiem temat przewodni.
Sierpień
c.d.
Cały
czas czekam... Może pokażą mi maluszki.
Czasem tylko przemyka obok mnie Queenka, pędzi
do kuwety, do miski (czasem zmienia kolejność)
odpocznie chwilkę w kuchni i wraca do
„naleśników”. Właściwie nie
mam pojęcie dlaczego „naleśniki”
ale tak określa je dwunożna. Chyba
powinienem się obrazić....
Sierpień
c.d
Dzisiaj
jest szczególny dzień, 27.09.2004. Moje
skarby wyszły z kojca (podobno). Mimo
ustawionej przez okrutną dwunożną szykany,
moje dzielne dzieci wydostały się na wolność.
Jak słyszałem, stanowiło to pewien problem
dla dwunożnej oraz Queene ponieważ
„naleśniki” rozpełzły się po
pokoju. Mamusia wpadła w lekki popłoch i próbowała
pozbierać wędrowców, ci jednak, na
chwiejnych nogach, zataczając się od lewa do
prawa zwiedzali wszystkie kąty.
Wrzesień
2004
Początek
miesiąca zaczął się fatalnie. Właściwie
już koniec sierpnia zapowiadał niedobre
zdarzenia ale wtedy specjalnie się tym nie
przejmowałem. Otóż znowu zostałem kotem pływającym.
Zmieniła się nieco obsada grupy
egzekucyjnej, dokonującej kocich tortur czyli
kąpieli. Dwunożny oddał swoje honorowe
miejsce zaprzyjaźnionej z moimi innej dwunożnej.
Tak więc obie te nieprzejednane istoty
zdecydowanym ruchem zapakowały mnie do wanny
i zaczęły katować. Kilka razy podjąłem próbę
ucieczki drogą przez ramię i głowę, zostałem
jednak spacyfikowany i osadzony. Raz jeszcze
udało mi się chwycić brzeg wanny ale była
za mocno przytwierdzona do podłogi a ja już
nie miałem siły walczyć. W zasadzie do końca
pierwszej odsłony stałem spokojnie, wzrok
jednak musiałem mieć nieszczególny, ponieważ
obie dwunożne były bardzo czujne. Suszenie i
czesanie zniosłem dzielnie lecz wtedy nie
wiedziałem, że była to dopiero pierwsza część
przedstawienia. Komando kąpielowe uzgodniło,
że ogon nadal wygląda fatalnie i tak rozpoczęła
się część druga w wannie. Na szczęście
moczyły i prały tylko ogon ale dla którego
przedstawiciela mojego gatunku manewry obcych
w tak intymnym miejscu są do przyjęcia. ...?
Zgroza. Po kąpieli co nastąpiło??? Wystawa
oczywiście ! Ja, w roli kota dyżurnego,
wydelegowany zostałem na, mam cichą nadzieję,
ostatni mój koci spęd. Cały ten okropny ciąg
zdarzeń spowodował, że zupełnie się
rozregulowałem.
Wrzesień
2004 c.d.
Synowie
rosną , są silni i piękni a ja nadal znam
ich tylko z opowiadań. To bardzo przykra dla
mnie sytuacja ale właściwie kogo to
obchodzi.... Maluchy po raz pierwszy dostały
dzisiaj kurczaczka.. Sam, chyba w ramach
nagrody pocieszenia za cierpliwość, dostałem
kawałek do skosztowania. Smakowało jak
zwykle wspaniale dlatego nie dziwi mnie, że
moi chłopcy, dławiąc się niemalże, sprzątnęli
wszystko z talerzyka w kilka chwil. Queene
nadal karmi maleństwa, sprząta po nich
wytrwale i odbywa kursy kuweta- miska
–kuweta- maluchy.
Wrzesień
2004 c.d.
Widziałem
dzieci!!! Są piękne ale rozrabiają niemiłosiernie.
Oczywiście jak przystało na
odpowiedzialnego, surowego ale kochającego
ojca, ofuknąłem towarzystwo raz a porządnie.
Synowie odrobinę się zdziwili ale stali się
potulni.
Niestety
do tej pory było to jedyne spotkanie ponieważ
dwunożna trzyma mnie z dala od maluchów. Ta
ograniczona istota myśli z pewnością, że
zrobię im krzywdę... Dlaczego to tępe
stworzenie nie boi się o moje dzieci gdy w
pobliżu jest straszący je Horus i choć
matka reaguje histerycznie, ona jest spokojna?
Dlaczego?
Dzieci
szaleją. Zabawę rozpoczynają bladym świtem
a kończą zanim dwunożni wyjdą z domu. Maleństwa
niezmordowanie próbują wykończyć nerwowo
dwunożnego galopując po nim bezustannie, kotłując
się i wydając przy tym straszne piski. W
czasie tych harców tylko dwunożna
patrzy na nie z rozczuleniem, w końcu to nie
ją gryzą w stopy.
Październik
2004
Dzieci
nadal dokazują. Widuję je z rzadka, ponieważ
dwunożna wśród wielu swoich fobii ma
i tę dotyczącą mojej agresji. Według niej
jestem potworem z piekła rodem, który na
swej drodze unicestwia wszystko a zwłaszcza
Horusa...
Tak
więc dzieci są coraz większe, piękniejsze
i szalone. Rozrabiają ile się da z krótką
przerwą na sen.
Listopad
2004
Dwunożna
posuwa się w swoich okrutnych praktykach
coraz dalej. Ostatnio wyjechała na kilka dni,
podobno na jakiś wielki koci spęd, nie biorąc
żadnego z nas ze sobą. Moja wielka radość
zamieniła się niestety szybko w ogromny
smutek i poczucie krzywdy, ponieważ ta
wstrętna istota wywiozła mnie na ten czas z
domu. Co z tego, że trafiłem do dwunożnego
zwanego dziadkiem, znanego mi doskonale od
kilku dobrych lat. Nigdy nie fundowano
mi takich atrakcji w pojedynkę. W domu
dziadka czułem się samotny i opuszczony,
dwunożni po kilku chwilach odjechali a ja
zostałem na jakiś czas sam. Dwunożny
dziadek starał się bardzo. Drapał mnie mało
delikatnie za uchem, głaskał mnie po
brzuchu, za co mógłbym zagryźć, klepał
mnie przyjaźnie po ...., jak nie przymierzając
psa. Byłem zły bo czekałem na powrót do
domu a nie miałem pewności czy to nastąpi.
Wszystko
z powodu hrabiego i moich z nim igraszek.
Dwunożna uznała, że nierozsądne będzie
zostawianie mnie w domu z Horusem tylko pod
opieką mniejszej dwunożnej. Mianowicie, tak
sobie wymyśliła, gdybym się wymknął i
dopadł Horusa to z pewnością bym go zjadł....Nie
muszę wspominać, że to tylko spotęgowało
moją niechęć do tego tchórza.
Kiedy dwunożni pojawili się u dziadka
sam byłem zaskoczony swoją radością, uległością
i brakiem honoru. Łaziłem za dwunożną krok
w krok jak wytresowana Draka, śledziłem każdy
jej ruch, nie chciałem stracić jej z oczu,
żeby przypadkiem o mnie nie zapomniała
wychodząc. Dwunożna była zachwycona moim
zachowaniem. Ja zdecydowanie mniej. Droga do
domu dłużyła się okrutnie, trochę marudziłem,
żeby nikt nie zapomniał o mnie wysiadając z
samochodu. Za to w domu wszystko wróciło do
normy. Już nie biegłem na każde zawołanie,
byłem kompletnie obrażony i nieprzejednany.
Znowu odetchnąłem z ulgą.
Listopad
2004 c.d.
Oczywiście
nie zapomniałem hrabiemu, że to przez jego
histeryczny strach przede mną, wyjechałem na
kilka dni z domu, podczas gdy on chodził z
podniesionym ogonem. Któregoś ranka Horus
postanowił odwiedzić kuchnię i wymknął się
dwunożnej. Nie wiedział biedaczek, że ja
odpoczywam tuż przy wejściu.
Niestety....wiedziała o tym dwunożna.
Kiedy
Horus pędził przed siebie, dwunożna gnała
za nim żeby go zatrzymać. Dopadła go tuż
przy mnie. Spałem, więc nie zdążyłem
zareagować tak szybko jakbym sobie tego życzył.
Dwunożna z hrabią na rękach stała przez dłuższą
chwilę zdezorientowana. To w zupełności mi
wystarczyło....Najpierw próbowałem
delikatnie wspiąć się jak najwyżej ale
odsuwany przez dwunożną przypuściłem atak.
Odbiłem się najmocniej jak umiałem i
wskoczyłem jej na plecy, niestety spadłem po
chwili. Nie zrażony tym wcale odbiłem się
raz jeszcze i skoczyłem prosto na Horusa.
Niestety dwunożna wykonała unik i spadłem
ponownie. Wtedy dopiero zaczęła się zabawa
na całego. Otóż dwunożna , krzycząc,
z tchórzem na rękach biegała po domu a ja
goniłem ją z zapałem. Niestety berek szybko
się skończył, ponieważ udało jej się
zamknąć przede mną w pokoju. A było już
tak blisko.....
Listopad
2004 c.d.
Moje
dzieci wyjechały z obcymi dwunożnymi. Mam
nadzieję, że ci, na których trafiły, są
najlepszą częścią owego nieudanego
gatunku.
Grudzień
2004
Widziałem
moje dzieci! Dwunożna walcząc z maszyną
trzyma mnie zazwyczaj na kolanach. Mało to
wygodna pozycja , ale prawdę powiedziawszy,
lepsza tak niż żadna, do głaskania mnie po
plecach. Otóż w trakcie owych zmagań, dwunożna
pokazała mi zdjęcia maluchów. Nie poznałem
własnych synów! Wyrośli, wypięknieli,
zmienili się bardzo. Jestem dumny... Zdjęcia
widziała także Queenka, dobrze, że tylko
przez moment....


Grudzień
2004 c.d. UWAGA!!!
No
cóż, do tej chwili myślałem, że tylko wśród
dwunożnych nie brak egzemplarzy mało
oryginalnych, nieinteresujących, słowem
ograniczonych. Bardzo się pomyliłem, z
powodu czego jest mi niezmiernie przykro. Byłem
przekonany, że my jesteśmy jedyni,
niepowtarzalni, w czym dwunożni nie mogą się
z nami równać . Jakież było moje
rozczarowanie gdy dowiedziałem się, że wśród
nas są naśladowcy bez honoru, tacy, których
nie stać na własną myśl. No cóż, nie ma
istot doskonałych w związku z tym nie mam
pretensji do komandora Gorana. Niestety dwunożni
czasami tak próbują kierować naszym życiem
i naszymi poczynaniami, że słabsi z nas im
ulegają. Żyjąc wśród nich należy
szczególnie pamiętać o prawdziwych wartościach
i starać się nie ulegać presji tych
niedoskonałych istot. To następne doświadczenie,
które przyniosło życie...
Grudzień
2004
Ooooo!!!
Dwunożna się wściekła !! Właściwie nie
wiem o co ta cała awantura. Tylko na chwilę
spotkałem się z Queenką i to zupełnie
przez przypadek, w zasadzie w przelocie.
Dobry los sprawił, że mała dwunożna jest
kompletnie nieuważna, Queene zaś
– bardzo szybka. Tym szybsza im bardziej
gotowa do zostania mamą. Nasze randez-vous
nie trwało długo ale w zupełności
wystarczyło by czas wykorzystać maksymalnie.
Na początku trochę pośpiewałem, później
zaś przeszedłem do czynów.
Dwunożna
słyszała moje arie miłosne, ale głupia,
przekonana była, że Queene nadal jest w
odosobnieniu. I tu się pomyliła. Trochę
sierści na podłodze ostatecznie przekonało
ją o tym, że spotkanie było owocne. Jeśli
wspomnę, że dwunożna przypominała atomowy
grzyb i związana z nim falę uderzeniową to
nie odbiegnę od prawdy. Oczywiście złość
swoją skupiła na mnie. Prawdopodobnie nie
przyjęła do wiadomości, że Queene także
brała w tym czynny udział. Trochę
hałasu o nic. Obelgi zniosłem ze spokojem i
obojętnością, ponieważ świeże
wspomnienie randki było mi niesłychanie miłe.
|