Cream of Cream*PL

Hodowla Kotów  Maine Coon



Styczeń 2004

Cudowną niespodziankę otrzymałem w pierwszych dniach nowego roku. Dwunożni zostawili mnie w spokoju a na wystawę do Ostravy zabrali Queen i Horusa.

Hrabia został oczywiście dokładnie uprany, ponieważ jego białe futro było naprawdę szarożółte. Kwik dochodzący z łazienki świadczył o mękach jakie przechodził ulubieniec dwunożnej. Dobrze, że mnie ominęła wątpliwa przyjemność bycia pupilem. Oueene po raz kolejny oszczędzono moczenia.

Wprawdzie nie należy sugerować się tym jednym zdarzeniem lecz mam nadzieję że jest ono zapowiedzią  końca moich upokorzeń na wystawach. Oby!

Luty 2004

To wszystko jest doprawdy bardzo dziwne. Dwunożna zachowuje się zupełnie niezrozumiale. Otóż nasza Queene stała się, jak sądzę, dojrzałą wspaniałą istotą. I co? I nic z tego nie wynika. Gdy tylko zorientowałem się, że mała  nie jest już mała, dwunożna natychmiast zamknęła ją z dala ode mnie! Nie wiem co za zwyczaje zaczynają panować w tym domu ale zupełnie mi się to nie podoba. Ponętna Queen pilnowana była bardzo dokładnie a mnie nie spuszczali z oczu w obawie, że przejdę , jak sądzę, przez dziurkę od klucza. Chodziłem, śpiewałem, wołałem lecz wszystko na próżno, powabna koteczka była nie do zdobycia.

To jakaś paranoja, na domiar złego obecność Horusa tak mnie irytowała, że polowałem na niego z wielką przyjemnością czym doprowadzałem dwunożną do pasji. Hrabia oczywiście zupełnie nie orientował się w sytuacji i nie stanowił żadnego zagrożenia, nie mniej jednak konsekwentnie przypominałem mu gdzie jest jego miejsce...

Jestem bardzo ciekaw czy dwunożna zamierza długo jeszcze izolować Queene. To nic zabawnego gdy piękne zapachy wirują wokół a ja mogę  użyć jedynie  wyobraźni.

Luty 2004  c.d.

Dwunożna jest nieobliczalna, wpadła w jakiś koszmarny nałóg sprowadzania kotów!

Właściwie nie powinienem się dziwić. W ubiegłym roku mniej więcej o tej porze dwunożna przywiozła do domu hrabiego. Niedługo po nim zjawiła się szalona królowa i do dziś był względny spokój. Jak wiadomo nic nie trwa wiecznie a spokój w szczególności. Nadszedł więc TEN dzień. Szczerze mówiąc myślałem że dwunożna jest mądrzejsza ale jak zwykle zawiodła moje oczekiwania. Ostatnio często wyjeżdżała na kilka dni i wracała bardzo pobudzona. Któż mógłby przypuszczać, że chodzi o następnego chłopaka. Pewnej lutowej niedzieli, wieczorem, wróciła do domu w towarzystwie małego, rudego, rozwrzeszczanego Merlina. Lorda Merlina. Jak zwykle procedura została powtórzona i „lordziak” zamieszkał w osobnym pokoju. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie była to sypialnia dwunożnych. Ten pokój nie był jeszcze azylem dla żadnego kota... Mały zdecydowanie wzgardził zaszczytem przebywania z dwunożnymi i już następnego dnia dał nogę. Ma charakterek jak Queene. Nie uciekł daleko ponieważ w progu natknął się na potwora, nie, nie na mnie... Draka spokojnie leżała pod drzwiami kiedy wypadł na nią z pokoju  oszołomiony wolnością Merlin. Cudownie jest obserwować smarkacza, który w akcie desperacji próbuje wystraszyć drzemiącego psa. Draka zerwała się na równe nogi wprowadzając lordziaka  w stan absolutnego przerażenia. To było widowisko...

Najbardziej zaskoczyli mnie Queenka i Horus. Ta pierwsza okazywała małemu nienawiść płynącą z głębi serca. Choć teraz reaguje zdecydowanie spokojniej to nadal nie jada posiłków z Merlinem. Hrabia zaś odczuł na własnej skórze co znaczy nowy kocur w domu. Przez pierwsze dwa dni był prawdziwie nieszczęśliwy ponieważ dwunożna zajmowała się wyłącznie maluchem. To było przyczyną niechęci okazywanej na każdym kroku  rudzielcowi. Bardzo jestem ciekaw jak rozwinie się sytuacja w najbliższych dniach.

Kwiecień 2004

 Queen oszalała!!!  To było do przewidzenia, ale zacznę od początku.

Przed samymi Świętami Wielkanocnymi dwunożni wyjechali zabierając  Queene. Wrócili po trzech dniach obładowani  niemiłosiernie a wraz z nimi rozentuzjazmowana, rozradowana i pobudzona Queen. To co opowiada ta dziewczyna świadczy o tym, że zwariowała. Otóż twierdzi, że była na wystawie ale zanim tam dotarła jechała całą noc z  obcymi dwunożnymi  i obcymi kotami. Byłem na wielu kocich spędach i nigdy podróż nie trwała tak długo. To jednak nie wszystko, opowiada bowiem, że spała na wodzie wśród kaczek, że oglądała je z bliska siedząc w oknie, że domkiem pięknie bujało... Przecież  to nie może być prawda. Jestem zły na dwunożnych, że doprowadzili ją do takiego stanu. Nawet najbardziej wytrzymały kot  musi kiedyś zwariować jeśli naraża się go na taki stres. Teraz biedna Queene opowiada te brednie Horusowi. To nie do wiary  ale on jej słucha z wielkim zainteresowaniem i chyba jej wierzy.

Maj 2004

To jakiś koszmar. Dwunożna napędziła mi niezłego strachu kiedy zapakowała mnie do wanny i zaczęła zlewać wodą. Byłem pewien, że jadę na kolejną wystawę. Na szczęście nie taki był zamysł dwunożnej. Ta ograniczona istota wymyśliła sobie, że jestem brudny. Ja, brudny!!! To wprost niebywałe jednakże kąpiel stała się faktem. Jak zwykle zaciekle walczyłem o swoją godność lecz w starciu z dwunożnym nie miałem większych szans. Zostawiłem oczywiście kilka śladów na skórze moich oprawców, nie były jednak tak głębokie jakbym sobie tego życzył. Powtarzając za dwunożnym: przed kąpielą zostałem rozbrojony... Na szczęście na koci spęd pojechała Queene i mały Merlin. Co do Rudego, byłem bardzo ciekaw jak przeżyje wystawę. Jeśli wierzyć Queene, to małe zadziorne stworzenie całkiem nieźle zniosło podróż, w klatce czuł się zupełnie dobrze, przespał większą część pokazu. Nie licząc koncertu jaki urządził w drodze, zachowywał się nieźle.

Wracając do prania futra... Okazało się, że dwunożna nie oszczędziła także hrabiego. To dopiero było dziwne, ponieważ ten szczęściarz był prany zaledwie kilka razy. W wypadku Horusa brudne futro było niezaprzeczalnym faktem. Po badaniach jakie przeszedł wrócił do domu z obrzydliwie sklejonym włosem. Wyglądał tak niechlujnie, że sam patrzyłem na niego z obrzydzeniem. Jeszcze kilka kąpieli i z pewnością ten wiecznie gruchający hrabia nauczy się miauczeć jak prawdziwy kocur. Na razie dźwięki, które wydaje są żałosne... Nawet gdy go gonię, w swoich reakcjach bardziej przypomina warczącego psa niż porządnego kota. Strasznie się wścieka gdy jestem w pobliżu i mimo, że tylko na niego spoglądam, dostaje szału. On się mnie najwyraźniej obawia. To się świetnie składa...

 Czerwiec 2004

 1 czerwca  był prawdziwym Dniem Dziecka! Od kilku dni Queene zachowywała się inaczej niż zwykle, była bardzo pobudzona, głośna i natrętna. Oczywiście ze zrozumiałych przyczyn dwunożna natychmiast odizolowała mnie od niej. Zamknięty w innej części mieszkania z rosnącą złością nasłuchiwałem co się będzie działo. Ku swojej rozpaczy stwierdziłem, że moja mała królewna jest przeznaczona  Horusowi. Nie mogąc się wydostać byłem coraz bardziej wściekły, głośno dawałem wyraz swojemu niezadowoleniu ale na dwunożnej nie robiło to żadnego wrażenia. W końcu zrezygnowałem...

Jakież było moje zdumienie gdy w progu zobaczyłem Queenkę a za nią zdruzgotaną dwunożną. Jak sądzę, hrabia nie poradził sobie z wyznaczonym mu zadaniem i ja miałem wystąpić w roli strażaka. Byłem urażony. Ja miałbym przyjmować jałmużnę? Niesłychane! Oczywiście, obrażony nie na żarty, zupełnie nie interesowałem się Queene. Dwunożna była załamana, Queene dawała na podłodze popis poddaństwa, żądzy i szalejącej chuci a ja, nieprzejednany patrzyłem na obie z obojętnością. Nerwy mam wprawdzie mocne, ale widząc miotającą się królową, zrezygnowałem z ostentacyjnej oziębłości. Nie czekając dłużej, z ogromną przyjemnością przystąpiłem do działania. No cóż, to było zupełnie nowe doświadczenie....Queene spokojna, cicha, uległa i łagodna nie przypominała żadnej z poprzednich dam. To był doprawdy piękny Dzień Dziecka.

 Lipiec 2004

 Na początku nie byłem pewien czy w swoich poczynaniach byłem skuteczny. Wskazywały na to pewne oznaki, ponieważ Queene bardzo się wyciszyła, uspokoiła i spoważniała, zaczęła  irytować ją obecność Horusa i Merlina. Teraz jestem pewien, że będę ojcem. Queene jest gruba, ospała, mało aktywna, pochłania ogromne ilości jedzenia. Nawet ja nie byłbym w stanie tyle zjeść. Dwunożna cierpliwie, na każde żądanie nakłada na talerzyk kolejną porcję. Queene zajada pilnując by wiecznie głodny Merlin nie poczęstował się choćby odrobiną. Nigdy jej takiej nie widziałem. Nigdy też nie było mi dane oglądać poprzednich żon w zaawansowanej ciąży.

 Lipiec 2004 c.d.

 Queene się wścieka. Merlin i Horus upodobali sobie zabawę z ciężarną kotką. Rudy znienacka wskakuje przyszłej matce na plecy gryząc ją przy tym w kark. Jest oczywiście bezgranicznie zdziwiony, że Queenka wpada w szał i sycząc głośno, okłada go łapami.

Horus jest bardziej subtelny, zaczyna zabawę jak dotychczas, w swoim asekuranckim stylu. Gdy jednak Queen nie przejawia chęci do wspólnych igraszek, hrabia zirytowany zaczyna atakować. Próbuje uderzyć łapą co zawsze kończy się jednakowo... Queene odchodzi zdegustowana i obrażona.

Sierpień 2004

Zbliża się termin przyjścia na świat moich dzieci. Atmosfera się zagęszcza, czekają wszyscy, zwłaszcza dwunożna, która nerwowo obserwuje Queene. Najbardziej zainteresowana, to znaczy moja żona, jest absolutnie spokojna i z uporem godnym wyższej sprawy szuka sobie miejsca. Weszła już chyba w każdą dziurę  w domu, parę razy nie wiedziała jak wybrnąć z opresji, ponieważ jej gruby brzuch uniemożliwiał obrót. Dwunożna chodzi i upycha różne rzeczy we wszystkich ciasnych zakamarkach, które odwiedza przyszła mama.

 Sierpień 2004 c.d.

Oczekiwanie jest bardzo męczące. Rozhisteryzowana dwunożna sprowadziła posiłki. Z Krakowa  przyjechała inna dwunożna istota, która służy u siostry naszej królewny, Queen of the Night. Edyta , bo tak ma na imię to stworzenie, jest spokojna, zrównoważona, cierpliwa i opanowana. Na szczęście dla nas wszystkich. Będzie odbierać poród, z czego bardzo się cieszę, ponieważ pozostawienie Queene w rękach  naszej histeryczki to bardzo nierozważny krok.

7 sierpnia 2004

 Rano dwunożna wstała lewą nogą. 67 dzień ciąży, a tym samym 67 dzień oczekiwania, był szczytowym osiągnięciem w okazywaniu cierpliwości. Krążąc jak chmura gradowa denerwowała wszystkich obecnych. Gdyby nie opanowanie Edyty, moja ukochana żona z pewnością wylądowałaby na stole chirurgicznym, oczekując cesarskiego cięcia i zaliczając po drodze badanie USG. Na szczęście nie doszło do tego dzięki , jak już wspomniałem, wewnętrznej równowadze Edyty.

Poród był długi, zaczął się przed południem. Około16.40 przyszedł na świat mój pierwszy syn, czarny jak heban. Po nim, o 17.00 i 17.40, pojawili się następni dwaj chłopcy, rudzi jak jesienne liście.

Dzieci podobno są śliczne. Niestety nie widziałem żadnego, ponieważ dzika dwunożna myśli, że zagryzłbym któregoś z nich. Ciemna istota. No cóż każdy mierzy swoja miarą...

Mam tylko nadzieję, że ona nie wyrządzi im krzywdy i będzie się nimi dobrze opiekować. Bardzo chciałbym, żeby byli zdrowi, silni i piękni...Jak zwykle w takich chwilach wzruszenie chwyta za gardło...

Sierpień 2004

 Dwunożna jest bez serca i bez wyobraźni. Moje dzieci , zamknięte z matką w pokoju są dla mnie ciągle nieosiągalne. Dwunożna pilnuje ich jak skarbu, nie pozwala nikomu zaglądać, ani innym dwunożnym ani czworonożnym. Waży, mierzy, obserwuje, prawie nigdzie nie wychodzi, czasami mam wrażenie, że to ona jest ich ojcem a nie ja! Ta istota zbzikowała na punkcie moich dzieci do reszty. Tylko z rozmów z innymi dwunożnymi mogę się czegoś dowiedzieć, jest to bowiem temat przewodni.

 Sierpień c.d.

 Cały czas czekam... Może pokażą mi maluszki. Czasem tylko przemyka obok mnie Queenka, pędzi do kuwety, do miski (czasem zmienia kolejność) odpocznie chwilkę  w kuchni i wraca do  „naleśników”. Właściwie nie mam pojęcie dlaczego „naleśniki” ale tak określa je dwunożna. Chyba powinienem się obrazić....

Sierpień c.d

 Dzisiaj jest szczególny dzień, 27.09.2004. Moje skarby wyszły z kojca (podobno). Mimo ustawionej przez okrutną dwunożną szykany, moje dzielne dzieci wydostały się na wolność.  Jak słyszałem, stanowiło to pewien problem dla dwunożnej oraz Queene ponieważ „naleśniki” rozpełzły się po pokoju. Mamusia wpadła w lekki popłoch i próbowała pozbierać wędrowców, ci jednak, na chwiejnych nogach, zataczając się od lewa do prawa zwiedzali wszystkie kąty.

Wrzesień 2004

Początek miesiąca zaczął się fatalnie. Właściwie już koniec sierpnia zapowiadał niedobre zdarzenia ale wtedy specjalnie się tym nie przejmowałem. Otóż znowu zostałem kotem pływającym. Zmieniła się nieco obsada grupy egzekucyjnej, dokonującej kocich tortur czyli kąpieli. Dwunożny oddał swoje honorowe miejsce zaprzyjaźnionej z moimi innej dwunożnej. Tak więc obie te nieprzejednane istoty zdecydowanym ruchem zapakowały mnie do wanny i zaczęły katować. Kilka razy podjąłem próbę ucieczki drogą przez ramię i głowę, zostałem jednak spacyfikowany i osadzony. Raz jeszcze udało mi się chwycić brzeg wanny ale była za mocno przytwierdzona do podłogi a ja już nie miałem siły walczyć. W zasadzie do końca pierwszej odsłony stałem spokojnie, wzrok jednak musiałem mieć nieszczególny, ponieważ obie dwunożne były bardzo czujne. Suszenie i czesanie zniosłem dzielnie lecz wtedy nie wiedziałem, że była to dopiero pierwsza część przedstawienia. Komando kąpielowe uzgodniło, że ogon nadal wygląda fatalnie i tak rozpoczęła się część druga w wannie. Na szczęście moczyły i prały tylko ogon ale dla którego przedstawiciela mojego gatunku manewry obcych w tak intymnym miejscu są do przyjęcia. ...? Zgroza. Po kąpieli co nastąpiło??? Wystawa oczywiście ! Ja, w roli kota dyżurnego, wydelegowany zostałem na, mam cichą nadzieję, ostatni mój koci spęd. Cały ten okropny ciąg zdarzeń spowodował, że zupełnie się rozregulowałem.

 Wrzesień 2004 c.d.

 Synowie rosną , są silni i piękni a ja nadal znam ich tylko z opowiadań. To bardzo przykra dla mnie sytuacja ale właściwie kogo to obchodzi.... Maluchy po raz pierwszy dostały dzisiaj kurczaczka.. Sam, chyba w ramach nagrody pocieszenia za cierpliwość, dostałem kawałek do skosztowania. Smakowało jak zwykle wspaniale dlatego nie dziwi mnie, że moi chłopcy, dławiąc się niemalże, sprzątnęli wszystko z talerzyka w kilka chwil. Queene nadal karmi maleństwa, sprząta po nich wytrwale i odbywa kursy kuweta- miska –kuweta- maluchy.

 Wrzesień 2004 c.d.

 Widziałem dzieci!!! Są piękne ale rozrabiają niemiłosiernie. Oczywiście jak przystało na odpowiedzialnego, surowego ale kochającego ojca, ofuknąłem towarzystwo raz a porządnie. Synowie odrobinę się zdziwili ale stali się potulni.

Niestety do tej pory było to jedyne spotkanie ponieważ dwunożna trzyma mnie z dala od maluchów. Ta ograniczona istota myśli z pewnością, że zrobię im krzywdę... Dlaczego to tępe stworzenie nie boi się o moje dzieci gdy w pobliżu jest  straszący je Horus i choć matka reaguje histerycznie, ona jest spokojna? Dlaczego?

Dzieci szaleją. Zabawę rozpoczynają bladym świtem a kończą zanim dwunożni wyjdą z domu. Maleństwa niezmordowanie próbują wykończyć nerwowo dwunożnego galopując po nim bezustannie, kotłując się i wydając przy tym straszne piski. W czasie tych harców  tylko dwunożna patrzy na nie z rozczuleniem, w końcu to nie ją gryzą w stopy. 

Październik 2004

 Dzieci nadal dokazują. Widuję je z rzadka, ponieważ dwunożna wśród wielu swoich  fobii ma i tę dotyczącą mojej agresji. Według niej jestem potworem z piekła rodem, który na swej drodze unicestwia wszystko a zwłaszcza Horusa...

Tak więc dzieci są coraz większe, piękniejsze i szalone. Rozrabiają ile się da z krótką przerwą  na sen.

Listopad 2004

Dwunożna posuwa się w swoich okrutnych praktykach coraz dalej. Ostatnio wyjechała na kilka dni, podobno na jakiś wielki koci spęd, nie biorąc żadnego z nas ze sobą. Moja wielka radość zamieniła się niestety szybko w ogromny smutek i poczucie  krzywdy, ponieważ ta wstrętna istota wywiozła mnie na ten czas z domu. Co z tego, że trafiłem do  dwunożnego zwanego dziadkiem, znanego mi doskonale od kilku dobrych lat.  Nigdy nie fundowano mi takich atrakcji w pojedynkę. W domu dziadka czułem się samotny i opuszczony, dwunożni po kilku chwilach odjechali a ja zostałem na jakiś czas sam. Dwunożny dziadek starał się bardzo. Drapał mnie mało delikatnie za uchem, głaskał mnie po brzuchu, za co mógłbym zagryźć, klepał mnie przyjaźnie po ...., jak nie przymierzając psa. Byłem zły bo czekałem na powrót do domu a nie miałem pewności czy to nastąpi.

Wszystko z powodu hrabiego i moich z nim igraszek. Dwunożna uznała, że nierozsądne będzie zostawianie mnie w domu z Horusem tylko pod opieką mniejszej dwunożnej. Mianowicie, tak sobie wymyśliła, gdybym się wymknął i dopadł Horusa to z pewnością bym go zjadł....Nie muszę wspominać, że  to tylko spotęgowało moją niechęć do tego tchórza.

    Kiedy dwunożni pojawili się u  dziadka sam byłem zaskoczony swoją radością, uległością i brakiem honoru. Łaziłem za dwunożną krok w krok jak wytresowana Draka, śledziłem każdy jej ruch, nie chciałem stracić jej z oczu, żeby przypadkiem o mnie nie zapomniała wychodząc. Dwunożna była zachwycona moim zachowaniem. Ja zdecydowanie mniej. Droga do domu dłużyła się okrutnie, trochę marudziłem, żeby nikt nie zapomniał o mnie wysiadając z samochodu. Za to w domu wszystko wróciło do normy. Już nie biegłem na każde zawołanie, byłem kompletnie obrażony i nieprzejednany. Znowu odetchnąłem z ulgą.

Listopad 2004 c.d.

Oczywiście nie zapomniałem hrabiemu, że to przez jego histeryczny strach przede mną, wyjechałem na kilka dni z domu, podczas gdy on chodził z podniesionym ogonem. Któregoś ranka Horus postanowił odwiedzić kuchnię i wymknął się dwunożnej. Nie wiedział biedaczek, że ja odpoczywam tuż przy wejściu. Niestety....wiedziała o tym dwunożna.

Kiedy Horus pędził przed siebie, dwunożna gnała za nim żeby go zatrzymać. Dopadła go tuż przy mnie. Spałem, więc nie zdążyłem zareagować tak szybko jakbym sobie tego życzył. Dwunożna z hrabią na rękach stała przez dłuższą chwilę zdezorientowana. To w zupełności mi wystarczyło....Najpierw próbowałem delikatnie wspiąć się jak najwyżej ale odsuwany przez dwunożną przypuściłem atak. Odbiłem się najmocniej jak umiałem i wskoczyłem jej na plecy, niestety spadłem po chwili. Nie zrażony tym wcale odbiłem się raz jeszcze i skoczyłem prosto na Horusa. Niestety dwunożna wykonała unik i spadłem ponownie. Wtedy dopiero zaczęła się zabawa na całego. Otóż dwunożna , krzycząc,  z tchórzem na rękach biegała po domu a ja goniłem ją z zapałem. Niestety berek szybko się skończył, ponieważ udało jej się zamknąć przede mną w pokoju. A było już tak blisko.....

Listopad 2004  c.d.

Moje dzieci wyjechały z obcymi dwunożnymi. Mam nadzieję, że ci, na których trafiły, są najlepszą częścią owego nieudanego gatunku.

Grudzień 2004

Widziałem moje dzieci! Dwunożna walcząc z maszyną trzyma mnie zazwyczaj na kolanach. Mało to wygodna pozycja , ale prawdę powiedziawszy, lepsza tak niż żadna, do głaskania mnie po plecach. Otóż w trakcie owych zmagań, dwunożna pokazała mi zdjęcia maluchów. Nie poznałem własnych synów! Wyrośli, wypięknieli, zmienili się bardzo. Jestem dumny... Zdjęcia widziała także Queenka, dobrze, że tylko przez moment....

 

 

  

Grudzień 2004 c.d.  UWAGA!!!

No cóż, do tej chwili myślałem, że tylko wśród dwunożnych nie brak egzemplarzy mało oryginalnych, nieinteresujących, słowem ograniczonych. Bardzo się pomyliłem, z powodu czego jest mi niezmiernie przykro. Byłem przekonany, że my jesteśmy jedyni, niepowtarzalni, w czym dwunożni nie mogą się z nami równać . Jakież było moje rozczarowanie gdy dowiedziałem się, że wśród nas są naśladowcy bez honoru, tacy, których nie stać na własną myśl. No cóż, nie ma istot doskonałych w związku z tym nie mam pretensji do komandora Gorana. Niestety dwunożni czasami tak próbują kierować naszym życiem i naszymi poczynaniami, że słabsi z nas im ulegają.  Żyjąc wśród nich należy szczególnie pamiętać o prawdziwych wartościach i starać się nie ulegać presji tych niedoskonałych istot.  To następne doświadczenie, które przyniosło życie...

Grudzień 2004

Ooooo!!! Dwunożna się wściekła !! Właściwie nie wiem o co ta cała awantura. Tylko na chwilę spotkałem się z Queenką i to zupełnie przez przypadek, w zasadzie w przelocie. Dobry los sprawił, że mała dwunożna jest kompletnie nieuważna, Queene zaś – bardzo szybka. Tym szybsza im bardziej gotowa do zostania mamą. Nasze randez-vous nie trwało długo ale w zupełności wystarczyło by czas wykorzystać maksymalnie. Na początku trochę pośpiewałem, później zaś przeszedłem do czynów.

Dwunożna słyszała moje arie miłosne, ale głupia, przekonana była, że Queene nadal jest w odosobnieniu. I tu się pomyliła. Trochę sierści na podłodze ostatecznie przekonało ją o tym, że spotkanie było owocne. Jeśli wspomnę, że dwunożna przypominała atomowy grzyb i związana z nim falę uderzeniową to nie odbiegnę od prawdy. Oczywiście złość swoją skupiła na mnie. Prawdopodobnie nie przyjęła do wiadomości, że Queene także brała w tym czynny udział. Trochę hałasu o nic. Obelgi zniosłem ze spokojem i obojętnością, ponieważ świeże wspomnienie randki było mi niesłychanie miłe.

 

Strona Główna    Wstęp    Koty    Kotki    Kocięta

Młodzież    Pamiętnik Elbera    Pamiętnik Horusa

Plany    Kontakt    Linki

Księga Gości