STYCZEŃ 2003
Dwunożni są fascynujący,
potrafią robić tyle dziwnych rzeczy np.
oswajać diabelską maszynerię. Moi mają w domu
duże warczące pudło pokazujące obrazy.
Nazywają to komputerem. Poprzez to tajemnicze
urządzenie łączą się w jakiś sposób z innymi
dwunożnymi. Któregoś dnia, gdy moja dwunożna
majstrowała przy pudle zbliżyłem się
ostrożnie. I co widzę ?! Otóż dwunożna siedzi
w fotelu i paple coś do sześciu ślicznych
kociątek na ekranie. Zauważyła mnie! Nie
mogłem uciec! Porwany na kolana musiałem
wysłuchać podobnej, niezrozumiałej paplaniny.
Przez dłuższy czas nie byłem w stanie pojąć,
co dwunożna chce mi powiedzieć, wiedziałem
tylko, że jest zachwycona. Minę musiałem mieć
nietęgą, bo w końcu usłyszałem wyraźne słowa: Elberku, to twoje dzieci! Owszem, przyznaję,
przez moment byłem zaskoczony. Wiedziałem, że
mam piękne dzieci, ale aż tak ładne....
Zresztą, co się dziwić, do tej pory wspominam
ich matkę.
Roztkliwiłem się odrobinę...
Dwunożna tysiąc razy pokazywała mi śliczną,
czarną Aishę, która zostanie z mamą ( moja
krew, skóra zdjęta z tatusia) oraz piękną
czarną szylkretkę Atilę. Podobała mi się
ogromnie mała niebieska szylkretowa Aria o
słodkiej buźce i większa od rodzeństwa sprytna
niebieska puchata Alabama. Widziałem również
moich dwóch wspaniałych kremowych synków-
mniejszy ma na imię Anger, a większy Axel.
Dzieci są piękne. No cóż, nie jestem
zaskoczony...
LUTY 2003
Dostałem pierwszy list od moich dzieci, jest uroczy dlatego pozwolę go sobie
zaprezentować:
Nie wiemy o co chodzi
tym dwunożnym??? Dwunożni dogadzają nam jak tylko mogą, dwoją się a nawet
troją. Dostajemy same przysmaki, całą masę głasków i buziaków, same nie wiemy
za co, przecież jesteśmy tylko kłębkami puchu. W nagrodę my staramy się ich
zabawiać. Na przykład gdy bawimy się z siostrami i braćmi, dwunożni zaczynają
klaskać, piszczeć i wydawać całe serie nieartykułowanych dźwięków. Nie
będziemy wspominać, co dwunożni wyprawiają gdy idziemy do toalety. Chyba im
się to podoba? No ale cóż, przecież to takie niedoskonałe istoty. Dwunożni co
chwilę robią jakieś zdjęcia. Słyszeliśmy, że
potrzebne im to do
jakiejś strony w necie. Aha i mają dołączyć jakieś rodowody czy coś takiego.
Słyszeliśmy, że ta strona będzie dostępna w tym tygodniu.
Musimy kończyć, czas na zabawę w podchody (bardzo fajna), dwunożni nigdy nie
mogą nas złapać.
Miałcoonki Alamo
Pozdrawiamy
Dorota i Piotr Stępińscy
alamo@arg.pl
Luty 2003
Matko kochana! Znowu się zaczęło! Moja
dwunożna wsadziła mnie do wanny, uprała
dokładnie moje futerko, wytarmosiła ogon,
wtarła w sierść jakieś paskudztwo, wylała na
mnie hektolitry wody, zawinęła w trzy
ręczniki... I po co to wszystko?! Po co?!
Jedziemy na wystawy mówiła najpierw Bratysława
a potem Praga. Znowu się zaczęło. Znęcania nad
kotem, czyli nade mną, ciąg dalszy. Dwunożni
są okrutni. Zapraszam wszystkich do klatki, w
której siedzę. Zapraszam na stolik sędziowski,
dokładne oględziny to nic miłego. Zapraszam
też do porównania. Czy ja jestem gumą żeby
mnie rozciągać?
Dwunożna jest
zachwycona, znowu zdobyłem jakiś tytuł, moje
wyjazdy na kocie spędy nie skończą się chyba
tak prędko jak bym tego chciał.
W Bratysławie było znośnie, ciepło w hali,
tylko klatka przypominała pudełko od zapałek.
Siedząc w niej dotykałem uszami górnych
prętów. To z pewnością była klatka dla myszy a
nie dla przystojnego kota.
Hotel też był znośny, trochę za mało
zakamarków. W pokoju obok mieszkała perska
kotka, z którą nie mogłem się niestety
spotkać. Wielka szkoda...
Praga to moja udręka. Klatka wprawdzie dużo
większa, ale wyjście z niej jak dla chomika.
Mechanizm gilotyny działał bez zarzutu. Za
każdym razem gdy dwunożna próbowała mnie
wyjąć, myślałem gorączkowo co te opadające
drzwi mi przytną. Złościłem się okrutnie, ale
dwunożna była nieprzejednana. Odetchnąłem
dopiero wieczorem. Pension*** KRIZOVATKA w
Podebradach (svab@mybox.cz) to było to!
Przytulny i ciepły pokój, łazienka, dużo
miłych kryjówek. Na dole mała knajpka, w
której dwunożni na szczęście znikli na dłużej.
Miałem czas, byłem w szafie, na szafie, w
umywalce i pod łóżkiem i gdzie tylko chciałem.
Mój pobyt dla właściciela pensjonatu nie
stanowił problemu. To była jedyna miła dla
mnie okoliczność nie licząc tytułu, którym
najbardziej zachwycona była dwunożna.
Marzec 2003
Dwunożni są wspaniali! Jak ja lubię takie
wiosenne niespodzianki. Pewnego ciepłego
wieczoru przyjechała do mnie następna śliczna
panna. Dziewczyna cudownie dzika w czarnym
tygrysio pręgowanym futrze z falującą kryzą.
Na uszach pędzle jak u wolnego kota, wielkie
oczy i to przenikliwe spojrzenie mówiące - nie
podchodź. Znowu się zakochałem...... Ależ ona
miała charakterek, warczała, biła łapami,
próbowała mnie atakować a wszystko to w
obronie swojej cnoty. Jakby tego było mało
goniła mnie po całym pokoju z furią wojownika.
To dopiero temperament. Długo czekałem aż
będzie łaskawsza, w końcu musiałem przejąć
inicjatywę. Udało się, niestety obudziliśmy
dwunożną. Całą noc śpiewałem dla niej
piosenki. Złagodniała nad ranem. Okazała się
być delikatną, zalotną koteczką, która potrafi
pokazać pazury. Uwielbiam ją, prawdziwa dama o
ślicznym imieniu ECSTASY Jolli Day. Jej
dwunożna nazywa ją Kamforą. ...jakie to
prawdziwe. Kiedy moja ukochana schowała się w
jakimś zacisznym miejscu zupełnie nie mogłem
jej znaleźć. Cudownie jest obserwować ECSTASY
gdy przechadza się po mieszkaniu, ociera o
moje sprzęty i grucha. Znowu będę żył
wspomnieniami tym razem wiosennej nocy.
Marzec 2003
O, podstępni dwunożni! Moi pewnego pięknego
wiosennego dnia kupili drugą kuwetę. Jaki ja
byłem głupio szczęśliwy i niedomyślny. Byłem
przekonany, że to nowe cudo przeznaczone jest
tylko dla mnie. O, ja naiwny! Niedługo po tym
zakupie dwunożni znikli na całe dwa dni. Byłem
zadowolony, bezkarne atakowanie psa sprawia mi
niekłamaną radość, choć pies jest przyjazny i
wcale nie złośliwy - mam uciechę. Niedługo
trwało moje szczęście... Fatalny dla mnie
koniec tygodnia nie wróżył niczego dobrego.
Dwunożni przywieźli Hrabiego Horusa. Hrabia,
psia jego mać! O pardon... Tak więc
przywieźli, schowali i pilnują. Ani go
obejrzeć, ani poznać, lania (profilaktycznie)
też nie można mu spuścić. Niebywałe i
karygodne! Nawet pies jest zdziwiony,
ciekawość nie pozwala mu odejść od drzwi.
Leżymy więc razem...
kilka dni później
Pies już stracił
zainteresowanie, teraz tylko ja leżę pod
drzwiami i miauczę raz żałośnie, raz nerwowo.
Widziałem go przez krótką chwilę, jakiś taki
mały i trząsł się na mój widok..... kotek.
Marzec 2003
Dzisiaj po raz drugi zobaczyłem swoje dzieci,
dotarły do mnie ich zdjęcia. Dwunożna była
zachwycona, mnie zaś wzruszenie ścisnęło
gardło. Na jednym ze zdjęć zobaczyłem
kremowego młokosa - To mój syn Axel. Drugie
zdjęcie przedstawia zgodną trójkę : od lewej
siedzi Aisha, w środku Anger, po prawej Aria.
Brak mi słów...
Marzec 2003
Ten miesiąc nigdy się chyba nie skończy. Co jeszcze mi się przydarzy? Ostatnio
przestraszyłem nie na żarty moich dwunożnych, sam też byłem przerażony. Otóż ...
zatrułem się! Kto by przypuszczał, że te śliczne rośliny stojące w donicach są
takie niesmaczne i niebezpieczne. Właściwie nie chciałem niczego zjadać ale samo
spadło. Jedna z roślin zaowocowała maleńkimi zielonymi kulkami. Zabawa była
bardzo przyjemna do momentu, gdy nie rozgryzłem jednej z nich. Nie była smaczna
dlatego zostawiłem ją na dywanie. Skąd mogłem przypuszczać, że coś będzie mi
dolegać. A jednak. Już wieczorem czułem się nie najlepiej, w nocy zacząłem
zwracać. To było straszne uczucie, chciałem jeść i nie mogłem, chciałem pić i
nie mogłem. Matko kochana, myślałem, że umrę. Ten horror trwał trzy dni i z
pewnością nadal bym się męczył gdyby nie mój Szaman. To On przepisał lekarstwo
na bolący brzuch i wymioty. Chciałem gryźć i drapać gdy wlewał mi to świństwo
strzykawką do gardła ... ale pomogło! Już po pierwszych dwóch porcjach tego
białego paskudztwa poczułem się lepiej ale dla przyzwoitości walczę przy każdej
próbie podania mi go. Wczoraj byłem tak głodny, że mógłbym zjeść psa i Horusa,
nie będę jednak taki jak dwunożni. Pierwsze maleńkie porcyjki jedzenia sprawiły
mi ogromną radość. Czuję się trochę lepiej.
Kwiecień 2003
Moja dwunożna jest absolutnie pozbawiona sumienia, ledwie zdołałem otrząsnąć
się po ciężkim przeżyciu jakim było zatrucie a ona bezwstydna zabrała mnie na
następną wystawę. Tym razem do Szczecina. Droga daleka, za oknem wiatr i chłód,
na szczęście w hotelu było bardzo przyjemnie, przestronnie, cicho i ciepło.
Wystawa jak zwykle okropna. Kiedy ona wreszcie pojmie, że mimo jej zachwytów
żadna klatka i żadna hala nie wzbudzi we mnie pozytywnych emocji. Dziki tłum
ludzi, który przelewał się tuż obok wywoływał we mnie panikę a potem znużenie. O
palpitacje serca przyprawiali mnie sędziowie i obcy dwunożni. Ale nie koniec na
tym... Byliśmy na północy to trzeba także pojechać na południe. Hradec Kralove
to następne miejsce, w które dwunożna zapragnęła mnie zaciągnąć. Na szczęście
był to tylko jeden dzień ale dla mnie o jeden za dużo. Dosyć tego - pomyślałem!
Nowy kot, zatrucie, jeden wyjazd za drugim... choroba to dobre rozwiązanie.
Rozchorowałem się na całego, moja dwunożna skakała wokół mnie, czule
przemawiała, nareszcie poczułem się kochany. Było mi tak dobrze choć moje ciało
nie było w dobrej formie. No cóż, nie przewidziałem tylko, że trzeba będzie
odwiedzać Szamana. Zaczął się horror, wlewanie lekarstwa strzykawką, potem
zastrzyki. Jedynym co dobre były posiłki. Nigdy przedtem nie jadłem tak dobrej
wołowinki, smakowitej, zmielonej, podawanej na żądanie. Dwunożni mają pewne
powiedzenie, które niestety pasowało do mnie jak ulał. "Zagłaskać kota na
śmierć" - piękne nieprawdaż? Zacząłem więc powracać do zdrowia...
Maj 2003
Jakie to cudowne uczucie wiedzieć, że dwunożni niczego ode mnie nie
chcą...chwilowo. Jest wiosna, nie jadę na żadną wystawę, godzinami przesiaduję
na balkonie, wygrzewam się w słońcu. Muszę przyznać, że moja dwunożna zadbała o
mnie i Horusa. Na małym, okratowanym niestety, balkonie stworzyła namiastkę
drzewa. Wstawiony tam spory konar czereśni i kilka półek sprawdzają się
znakomicie. Upodobałem sobie najwyższą z nich, która do nie dawana była tylko
moja. Niestety hrabia rośnie i nauczył się wchodzić na tę właśnie półkę. Na moje
nieszczęście spodobała mu się bardzo co wcale mnie nie dziwi. Z tego miejsca
można zobaczyć cały świat. Zaraz po śniadaniu zaczynamy wyścig, kto pierwszy ten
lepszy, przez kilka najbliższych godzin półka jest opanowana przez któregoś z
nas.
Maj2003
Majowe soboty są cudowne ale ta była szczególna. Dwunożni znikli gdzieś na cały
dzień zostawiając mnie samego. Właściwie nie byłem sam ponieważ po domu plątał
się Horus, jednak nawet on nie był w stanie zepsuć mi humoru swoimi wybrykami.
Późnym wieczorem dwunożni zjawili się w domu. Ku mojemu zdziwieniu oznajmili, że
wracają z Łodzi gdzie byli na wystawie kotów i przy okazji odwiedzili moją
ukochaną Arizonę i naszą córkę Aishę. Podłość ludzka nie ma granic, gdy chodzi o
wystawę potrafią jechać ze mną setki kilometrów, lecz gdy w grę wchodzą moje
uczucia - udają, że nie ma to znaczenia. Naturalnie chętnie pojechałbym
odwiedzić Arizonę i dziecko ale nikt mi tego nie zaproponował. Na cóż mi
opowieści o urodzie i uroku Aishy? O tym jak piękną ma głowę, uszy, jak
jedwabiste jest jej futro? Wiem, że jest piękna ale chciałbym się z nią spotkać!
Tęsknię za nią i jej mamą...
Dwunożna powiedziała mi
też, że drugiego dnia na wystawie pokazywana będzie moja druga córeczka Atila.
Nie znoszę wystaw ale byłbym gotów pojechać po to tylko by zobaczyć swoje
dziecko. Niestety jeszcze nie tym razem. Ostatnia wiadomość dotyczyła mojej
pięknej siostry Elizabeth. Otóż to urocze stworzenie zawsze tak mi bliskie
powiło piątkę cudownych maluchów. Mógłbym polegać co prawda jedynie na zdaniu
dwunożnej, która widziała dzieci, lecz znam rodziców. Moja śliczna siostra i
niezwykle przystojny Asgard nie mogli stworzyć nic brzydkiego. Jestem bardzo
dumny mając trzech siostrzeńców i dwie siostrzenice o niezwykle oryginalnych i
ładnych imionach. Chłopcy to Unkas Mohikans, Umm Khasar i Usuree Khasar,
Dziewczynki to Urke Noo oraz Utah Noo. Moja dwunożna nie omieszkała pokazać mi
dzieci Elizabeth czule zwanej Elką. Moje przypuszczenia się potwierdziły,
kociątka są prześliczne. www.furby-dream.com
Maj 2003
Maj to cudowny miesiąc, jest gorąco,
pachną kwiaty, co chwila przed moim nosem przelatuje jakaś muszka nieświadoma
rychłej utraty życia. Wszystko wokół wiruje i tętni!
Wczoraj dwunożna oznajmiła mi, że
znowu zostałem ojcem!!!
Moja
piękna Kamfora wydała na świat dwa maleństwa. Ogromną przykrość sprawia mi
fakt, że poród nie przebiegł bezboleśnie, siłami natury. Moja ukochana zaczęła
rodzić tuż po północy, jednak żaden lekarz wzywany przez jej dwunożną na pomoc,
takowej pomocy nie udzielił. Nie ma w tym nic dziwnego zważywszy, iż dwunożni
to często istoty bezmyślne i okrutne w stosunku do innych przedstawicieli
swojego gatunku. Czymże zatem są dla nich wszyscy czworonożni, pierzaści czy
łuskowaci ? Często niczym...
Moja
cudowna miała jednak odrobinę szczęścia gdyż znalazł się litościwy dwunożny,
który pomógł moim dzieciom wydostać się na ten przepiękny, chwilami, świat. Tak
więc o 6.00, rankiem 18 maja narodziły się moje maleństwa. Niebieska klasycznie
pręgowana dziewczynka ważyła 110g a jej niebieski tygrysio pręgowany braciszek
ważył 120g.
Skarby oraz ich
mama są zdrowe i czują się świetnie, mogło jednak dojść do nieszczęścia. Otóż
gdyby nie dwunożna mojej siostry Elki – Justyna, te maleństwa prawdopodobnie
nie przeżyłyby swego pierwszego dnia. Kamfora po zabiegu była zupełnie
otępiała, obolała i zdezorientowana, nie chciała widzieć dzieci. Przy każdej
próbie zbliżenia warczała i okazywała niechęć. Dwunożna zupełnie straciła
nadzieję. Wtedy właśnie nadeszła pomoc. Justyna nakarmiła głodne, płaczące
maluchy, potem zaś zmusiła Kamforę do ich przyjęcia. Jakie to szczęście, że są
jeszcze wspaniali dwunożni a Matka Natura nie utraciła swej mocy. Jestem
szczęśliwy. Moje dzieci są u wspaniałej dwunożnej – Kasi Ozimek, benoz@plusnet.pl
Mieszkają w pięknym domu, w ślicznej okolicy, wśród innych czworonożnych a nie
są to koty, i są kochane. Wiem to...
Jestem
szczęśliwy i dumny.
Czerwiec 2003
Dzisiaj
dwunożna pokazała mi zdjęcia moich malutkich dzieci, jakie one są śliczne !
Wiem już
nawet jakie będą miały imiona: Faworyt i Fanaberia. Imiona są bardzo oryginalne
i z pewnością będą pasowały do moich małych. Kociaki rosną, są silne i zdrowe,
Kamfora nie spuszcza z nich oczu ani na moment. Jest bardzo przejęta, uważna i
troskliwa. Mam ciągle przed oczyma obraz niebieskiej klasycznie pręgowanej
Fanaberii i tygrysio pręgowanego Faworyta .Już widać cudowne charaktery, na
mordkach maluje się słodycz i niewinność.

Czerwiec 2003
Dwunożna
jest okropna. Tak miło jest męczyć i straszyć Horusa gdy ten niczego się nie
spodziewa. Gonitwa między doniczkami dostarcza wielu wrażeń szczególnie małemu,
który pędzi na oślep i nie zawsze mieści się między sprzętami. Dwunożna
oczywiście okrutnie się wścieka i krzyczy wniebogłosy. Niestety hrabia dorasta,
jest coraz większy, silniejszy i nie tak bezbronny jak kiedyś. Dużo łatwiej
uwalnia się z mojego uścisku a strachu w jego oczach jest z każdym dniem mniej.
Zachodzę
w głowę skąd u niego tyle energii do zabawy. Kiedy ja leżę godzinami ten
szaleniec wynajduje coraz to nowe zajęcia. Zabawa myszką, piórkiem, rzemykiem,
piłeczką lub sznurowadłami to takie męczące! Czy ja też taki byłem? To
niemożliwe.
Lipiec 2003
Matko kochana! To niemożliwe! Dwunożna przywiozła następnego kota a ściśle
mówiąc kotkę. Queen
of Hearts von Pittental...
Królowa! Koszmar a nie królowa! Małe to, brzydkie, w jakimś dziwnym
brudnym kolorze i ciągle miauczy! Je więcej niż Horus, dwunożna biega z miskami
tam i z powrotem! To jakiś potwór! Na szczęście mieszka w pokoju Aliny i mam
nadzieję, że tam pozostanie. Nie zniosę kolejnego konkurenta ( a właściwie
konkurentki). Te obrzydliwe umizgi dwunożnej, to, paplanie i seplenienie....
A
taki byłem szczęśliwy... sam!
Na
domiar złego coś wisi w powietrzu. Czesanie, pudrowanie, wyrywanie sierści z
ogona, ani chybi – wystawa! Strach mnie paraliżuje na myśl o kolejnej podróży.
Dokąd tym razem?
Znowu klatka, tłum ludzi i ci okropni sędziowie. Mam nadzieję, że Horus również
doświadczy tych wszystkich przykrości. Dlaczego tylko ja mam być nieszczęśliwy.
kilka
dni później
No, no,
ta mała jest całkiem przyjemna, trochę narwana ale da się lubić, do jej
łaciatego wyglądu można się przyzwyczaić...
Odważna, szybka, ma dziewczyna charakterek!
Lipiec 2003
Teraz
jestem pewny, że zbliża się wystawa. Dwa dni temu przeżyłem kolejny koszmar
kąpieli. Dwunożni świadomi mojej determinacji w walce o wolność, usunęli z
łazienki wszystkie przedmioty mogące posłużyć mi do ucieczki. Trzymany przez
dwunożnego byłem bezbronny i unieruchomiony na dobre. Podła dwunożna zlała moje
futro strumieniem wody a potem z obrzydliwą konsekwencją wcierała kolejne
specyfiki. Przy tym przemawiała do mnie czule myśląc naiwnie, że przynosi mi to
ulgę! Płakałem tak rozpaczliwie, trząsłem się tak strasznie, że w końcu
postanowiła skrócić ten obrzydliwy przedwystawowy rytuał.
Owinięty
w pięć ręczników, mokry, wyglądałem żałośnie, w żadnym wypadku nie przypominałem
arystokraty.
Przekonany, iż nie ja jeden zostanę poddany tym praktykom, czekałem na kolej
hrabiego, ewentualnie królowej. Rozczarowanie, które mnie spotkało jest nie do
opisania. Nie przypuszczałem, że dwunożni będą dręczyć tylko mnie.... Mieli
litość dla Horusa, ponieważ to jego pierwsza wystawa. Podli, uznali, że nie będą
go stresować. A mnie można narażać na stres?!!
Mam nadzieję, że wysypią na niego tonę pudru...
Queene oczywiście także nie była
moczona, spokojnie z lekkim zaciekawieniem oglądała akt mojego upokorzenia.
Sierpień 2003
Wiedziałem, wiedziałem, to była wystawa!!!
Kąpiel to
dopiero początek koszmaru. Podróż mimo, że jechaliśmy w nocy, nie należała do
przyjemnych. Myślałem, że się uduszę, było parno i gorąco. Chłód poczułem
dopiero w pokoju, do którego się wprowadziliśmy (na szczęście na krótko).
Rankiem
następnego dnia już siedziałem w wystawowej klatce. Tym razem towarzyszył mi
Horus, strasznie to przeżył. Trząsł się tak bardzo, że ja drgałem razem z nim
nie mówiąc o klatce. Było mi go żal....
Wystawa,
jak to wystawa – duszno, głośno, wszechobecny zapach pudru. Czasem słychać
rozdzierające wrzaski zrozpaczonych lub zirytowanych kotów, generalnie
paskudnie.
Dwunożna
znowu zachwycona tym, że zdobyłem jakieś nowe śmieszne tytuły...
Jestem
bezsilny, ona niczego się nie nauczy. Na domiar złego dręczy też Horusa. Mogę
się założyć, że Queene także nie zdoła przed tym umknąć. Mam nadzieję, że zniesie to
lepiej niż hrabia. No cóż, mnie pozostało niewiele wystaw, ale oni są na
początku tej drogi. Bardzo im współczuję...
Po dwóch
dniach obowiązkowego więzienia nareszcie chwila spokoju. Pokój nie wydawał się
już taki brzydki: było trochę zakamarków, chłodny parapet, jakaś niedomknięta
szafa i wilgotna łazienka, z której dwunożna konsekwentnie mnie wypraszała.
Ale nic nie trwa wiecznie! Nawet przykre
chwile kiedyś się kończą i znowu jesteśmy w
domu!!!
Horus po przekroczeniu progu nie mógł przestać mruczeć z radości. Mała
też była szczęśliwa, natychmiast uczcili to
gonitwą o świcie.
Sierpień 2003
Pierwszy
deszcz od wielu, wielu dni! Jest troszkę chłodniej, o wiele przyjemniej i można
się poruszać nie tracąc tchu. Do wczoraj z każdym oddechem do płuc wlewał się
żar, bezruch był ze wszech miar wskazany. Cząstki zapachów łączyły się w jedną
upalną woń i oblepiały dusząc. Dziś jest cudownie, można oddychać. Dwunożna też
jakby bardziej aktywna. Cały dzień spędziła z aparatem w rękach. Sesja trwała od
wczesnego ranka do pierwszej granatowej chmury na niebie.
À propos
zdjęć... Moje dzieci rosną, są coraz większe i piękniejsze. Na razie oglądam je
tylko na fotografiach lecz mam ogromną nadzieję zobaczyć je na wystawie we
Wrocławiu. Dwunożna już podjęła decyzję, tym razem towarzyszyć mi będzie Queen.
Mała jest odważna jednak, jak sądzę, przeżyje bardzo to widowisko. Moje ukochane
maluchy także wezmą w nim udział. Mam nadzieję, że będę blisko nich aby nie
czuły się samotne i przerażone.

Wrzesień 2003
Już po
wszystkim, to znaczy po wystawie. Tym razem myślałem, że nie wytrzymam, za
każdym razem gdy dwunożna wyrywała mnie z klatki dusiłem się z wściekłości.
Odgłosy dławienia trochę denerwowały dwunożną jednak nie na tyle żeby zostawić
mnie w spokoju. Zaślepiona chęcią zwycięstwa czy może czegoś innego, co chwilę
wyciągała mnie z klatki aby pokazywać innym dwunożnym. Moja wściekłość sięgała
zenitu lecz najwyraźniej słabo ją manifestowałem. Następnym razem muszę być
bardziej stanowczy!
Na
wystawie towarzyszyła mi Queene. To dopiero była manifestacja spokoju...
Dziecko spało rozkosznie w klatce mając absolutnie za nic zainteresowanie tłumu
gapiów. Nawet wtedy gdy dwunożna wyciągała małą by zanieść ją do oceny ta była
zupełnie nieobecna. Głucha na szum w hali, ślepa na masę innych dwunożnych, była
w innym świecie. Po powrocie do klatki znowu zapadała w sen. To się nazywa
reakcja obronna na stres!!! Dopiero po powrocie do domu Queene przypomniała
sobie, że jest małą szaloną istotą i zaczęła demolować mieszkanie. Oczywiście z
ogromną pomocą Horusa...
Moje
śliczne dzieci także miały wziąć udział w wystawie. Fanaberia miała wiele
szczęścia znajdując nowy dom tuż przed pierwszym dniem pokazu. Faworyt niestety
zdążył zasmakować kontroli weterynarza, samotnego pobytu w klatce i oceny
sędziego. Otrzymał świetną notę, podobał się ogromnie ale cóż z tego gdy w
klatce drżał jak liść osiki. On także miał szczęście. Na wystawie znalazł nowych
dwunożnych opiekunów. Jestem pewny, że bardzo go kochają, było to widać po ich
twarzach. Cudownie jest wiedzieć, że moje maluchy są bezpieczne.
Niestety
znowu skupiłem na sobie uwagę dwunożnej. Tym razem jakiś śmieć wpadł mi do oka.
Co prawda nie przeszkadzał mi specjalnie ale oko musiało wyglądać okropnie.
Dwunożna jak zwykle wpadła w panikę, to u niej stan normalny, związany z nami
czworonożnymi, dlatego też natychmiast odbyliśmy podróż do Szamana. Ten
spokojnie mnie obejrzał, wlał mi do oka jakiś płyn za co chciałem go ugryźć,
poświecił jakimś przyrządem i przepisał maść. Teraz dwunożna kilka razy dziennie
skutecznie mnie pacyfikuje i zapuszcza do oka kropelkę. Jak ja tego nie znoszę!
Ale kogo to obchodzi...
Nadchodzi
jesień, czuję to przez skórę. Wypady na balkon są coraz krótsze, przenikliwy
wiatr wdziera się pod futro, na wygrzewanie się w słońcu trzeba będzie długo
poczekać. Robi się szaro i smutno, chyba się starzeję...
Październik 2003
Oj, co tu
się działo !!! Horus w kąpieli !!! Tragifarsa czy komediodramat ?
Te jęki
dochodzące z łazienki były doprawdy wstrząsające i żałosne. Hrabia nie walczył,
hrabia błagał o litość. Pamiętam gdy pragnąłem, żeby także jego spotkał ten sam
los co mnie lecz słysząc to biadolenie było mi go naprawdę żal.
Siedząc w
wannie, czas wlecze się nieubłaganie, minuty kleją się do siebie i nie chcą
przeminąć. Po drugiej stronie drzwi wszystko wydaje się chwilą ! Na wszelki
wypadek całe zdarzenie obserwowałem z baaardzo bezpiecznego miejsca. Szczęśliwie
dwunożna nie umieściła w grafiku prań przedwystawowych mojego futra. Tak więc do
Ostravy pojechałem, jak przystało na arystokratę, brudny ale wypudrowany !
Jestem
szczęśliwy !!! Koniec wystaw !!! Zdobyłem te nieszczęsne tytuły, na których tak
zależało dwunożnej i teraz jestem wolny !!!
Nie,
życie nie jest takie proste jak by się mogło wydawać... Już usłyszałem, że
pojadę do Poznania dla przyjemności. Dla czyjej przyjemności ?! Mojej ?! Lubię
Horusa ale towarzyszenie mu na wystawie to doprawdy wątpliwa przyjemność !
No cóż,
wystawy to nie miejsce dla porządnych kotów. Dla niektórych kończą się
tragicznie. Nie myślę o chorobach związanych ze stresem ale o śmierci. Tak było
w Ostavie....
Na
wystawę przyjechała młoda arystokratka brytyjska, niestety w czasie oceny u
czeskiej sędziny jej serce nie wytrzymało. Mimo starań dwunożnych odeszła na
zawsze...
Kiedy o
tym myślę jest mi strasznie smutno i żal...
Listopad 2003
Jestem
dumny!!! Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że moja córka Aria Alamo*Pl na
Międzynarodowej Wystawie Kotów w Zabrzu 8 i 9.11.2003 zdobyła dwie nominacje na
Championa (CAC). Cokolwiek to oznacza, czuję, że powinienem być dumny. I jestem!
To lekkie ukłucie w sercu to z pewnością odrobina zrozumienia dla dwunożnej.
Trochę mnie to martwi gdyż radość sprawia mi fakt, że moje dziecko uczestniczy w
tym czego sam tak nie znoszę i staram się, bezskutecznie zresztą, unikać. Aria,
jak mnie poinformowano, będzie jeździć na kocie spędy, jest więc szansa, że ją
wkrótce zobaczę. Tak już chyba jest, że to samo smuci i cieszy zarazem...
Przed
chwilą dwunożna pokazała mi zdjęcie Arii. Jest śliczna i wydaje się być naprawdę
dużą koteczką. Jestem ogromnie ciekawy spotkania z nią choć warunki na pewno nie
będą sprzyjające.

Listopad 2003
Zgodnie z
przewidywaniami dwunożna rozwija się w swym okrucieństwie i nadal męczy mnie
wyjazdami na wystawy. Wśród dwunożnych funkcjonuje następujące powiedzenie :„Nie
ma tego złego co by na dobre nie wyszło”. Tyle razy już to słyszałem lecz nigdy
nie próbowałem zastanawiać się nad sensem tych słów. Wiadomo, iż wspomniane
wyżej istoty nie są szczególnie inteligentne więc wymyślenie czegoś
mądrego sprawia im trudność.
Tym razem
jednak nie doceniłem dorobku wielu pokoleń i ulubione przysłowie dwunożnej
znalazło potwierdzenie w moim kocim przypadku. Otóż na wystawie w Poznaniu ku
mojemu zaskoczeniu i ogromnej radości spotkałem Aishę i...Atilę. Dziewczyny są
piękne, zadbane, dorodne i wrażliwe. Tak jak się spodziewałem, żaden normalny
kot nie przepada za podobnymi zgromadzeniami, moje córki również. Jak
wspominałem wcześniej, miałem nadzieję spotkać w Poznaniu moją najdroższą
Arizonę lecz jej dwunożna, na szczęście mniej samolubna i zdecydowanie
mądrzejsza od mojej, oszczędziła jej udręki.
Jak
zwykle – wystawa okropna!!! Jak zwykle trafiłem do dobrze mi już znanego
dwunożnego!!! Jak zwykle – nic do niego nie mam ale zaczyna mnie to nudzić!!!
I jak
zwykle okazałem swoje zniecierpliwienie, tym razem bardziej aktywnie niż
dotychczas!!!
Jakaś
obca dwunożna zapragnęła dowiedzieć się o mnie czegoś więcej. Proszę
bardzo...generalnie pozostaję niewzruszony ale gdy ktoś ma nieuzasadnioną niczym
ochotę zrobić mi zdjęcie, a co za tym idzie, wyciąga mnie z klatki i dręczy –
protestuję!!!
Tym razem
moje napięte jak postronki nerwy – puściły. Zdecydowanie chciałem ugryźć obcego,
bezczelnego dwunożnego wraz z jego aparatem. Niestety ten wykazał się refleksem
i uciekając, przy okazji uwiecznił moje pięknie obnażone kły. I tym oto sposobem
stałem się prawdziwym agresorem...
Grudzień 2003
Cóż to za dziwny czas nastał, dwunożna chyba
nie czuje się najlepiej. Całymi dniami
przesiaduje w kuchni a o ile wiem jest to
najmniej ulubione przez nią pomieszczenie.
Mnie taka sytuacja bardzo odpowiada, dwunożna
jest tak zaaferowana, że zupełnie nie zwraca
na nas uwagi. Biegam więc za tą małą wariatką
ile sił w nogach lecz ona jest szybsza, a gdy
uda mi się ją dopaść, wrzeszczy tak głośno, że
czujna dwunożna od razu przybywa z odsieczą.
Pewnego pięknego dnia poczułem cudowną woń,
która otaczała Queene. Natychmiast
przystąpiłem do dzieła ale i tym razem
napotkałem kompletny brak zrozumienia u
dwunożnych. Królowa wylądowała w pokoju
odosobnienia a gdy chciała pobiegać po
mieszkaniu, do izolatki trafiałem ja wraz z
Horusem. Paranoja dwunożnej skończyła się na
szczęście po kilku dniach i nasze życie
wróciło do normy.......na moment.
Pewnego zimowego dnia dwunożni przywieźli
pachnące drzewko, roślinka jak wiele innych
tylko kłuje niemiłosiernie w nos. Nauczony
doświadczeniem trzymałem się od tego okazu z
daleka lecz to co wyprawiali hrabia z królową
było
Gdy drzewko było już kompletnie obrzydzone
wszelkiego rodzaju paskudztwami, Horus z
Queene przystąpili do dzieła rozbiórki.
Systematycznie przepędzani przez dwunożnych
dali w końcu za wygraną.
Kilka dni później
Fatalny, doprawdy fatalny dzień nastał tuż
przed końcem roku. Hałas na dworze, ciągłe
wybuchy, rozbłyski na niebie skłoniły mnie do
zajęcia pozycji w głębokim fotelu. Żeby nie
widzieć tego co wyprawia się za oknami,
poszedłem spać.
|